Nie-Obecność. Lustro jako zwierciadło i pozór rzeczywistości. Powrót do wnętrza, instalacja artystyczna

DOKUMENTACJA DZIEŁA / PRACOWNIA ARTYSTKI 2014:

PĘKNIĘCIE

_DSC5328

_DSC4696

_DSC5580

_DSC4553

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność

Nie-Obecność, pracownia

Nie-Obecność

W pracowni 2014

3n

_DSC3838

_DSC3842

Nie-Obecność, pracownai

Nie-Obecność, pracownia

Nie-Obecność, pracownia

nIE-OBECNOŚĆ, pracownia 2014

Nie-Obecność

Nie-Obecność

_DSC4654

pracownia 2014

Prezentacja dzieła w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, maj/czerwiec 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, ASP Łódź

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, ASP Łódż

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, wystawa w ASP w Łodzi, 2015

Nie-Obecność, ASP Łódź

 


.

O realizacji, tekst: Katarzyna Miller, fragment dysertacji 

 

Tożsamość jest pusty kształt, w którym może zaistnieć Wszystko lub Nic.

Dziewczyna na zdjęciu nie ma twarzy, ponieważ nie posiada tożsamości albo jej nie zna.

A może jej tożsamość jest większa od niej samej i przekracza każdy wizerunek.

Ona jest nieskończona. To od niej zależy, kim jest, kim chce być.

(notatnik 2013)

Zdjęcie przedstawiające wyciętą z fotografii sylwetkę kobiety opartą o lustro. Fot. Kasia Miller, 2012

Lustro

(…) Spotkanie z „lustrem” było w moim życiu spotkaniem z Miłością.

Opowiedziałam o nim w nagraniu wykorzystanym w instalacji „Uwolnienie obrazu- uwolnienie głosu”, pokazanej na wystawie Getto XXI.1 Historia tego spotkania jest historią spotkania z samą sobą i z Bogiem w kontekście miłości do mężczyzny. W miłości tej odkryłam, kim jestem i w niej rozpoznałam sens swojego życia. W niej także skonfrontowana zostałam ze swoim przekleństwem – z iluzją samej siebie i  światem pozorów, w którym żyłam.

Iluzja jest fałszywym obrazem. Jest obrazem, nie jest rzeczywistością. Jest snem, który chcemy śnić, by nie spotkać się z tym, co istnieje naprawdę.

Spotkanie z „lustrem” jako metafora zderzenia z prawdą ma więc W mojej pracy podwójne znaczenie. Gdy poznajemy to, co prawdziwe, poznajemy także i to, co pozorne. I choć podział na prawdziwy i fałszywy obraz rzeczywistości zawsze jest w jakimś sensie umowny, to w życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym musi on takiego podziału dokonać.

Zderzenie z „lustrem” było w moim osobistym doświadczeniu spotkaniem nie tylko ze swoją najgłębszą tożsamością, ale i z jej wizerunkiem ukształtowanym przez świat zewnętrzny. Było konfrontacją z fałszywym obrazem dobra, miłości i kobiecości – obrazem, który alienował mnie od mojej natury i tego, kim jestem. Powrót do wnętrza – powrót do własnego serca – okazał się trwającym kilka lat przyjmowaniem swojego człowieczeństwa. Był stopniowym uwalnianiem od obrazu, który nosiłam w sobie. Był nauką siebie i życia od nowa, bez punktu odniesienia, jedynie w Jego nie-obecności.

Kontekst obecności, czy relatywnej nieobecności Boga, jest istotny dla zrozumienia mojej pracy i kształtu tego, co powstało. Temat rozprawy nie rozpatruje bowiem problematyki obrazu czy odbicia jako idei, lecz jest związany z bezpośrednim przeżyciem. Prace, które powstawały, a właściwie sam twórczy proces, stał się wyrazem emocji i uczuć, które towarzyszyły mi w czasie, w którym tworzyłam przedstawianą realizację. Konfrontacja ze sobą i swoim obrazem była związana z konfrontacją z Nim i z Jego obrazem w doświadczeniu Spotkania. To, co robiłam, w dużej mierze było próbą rozrachunku z Nim – Nie-Obecnym. Było także demaskacją iluzji o Nim – mojej miłości. Twórczość stała się w pewnym momencie próbą nazywania dzielącej nas rzeczywistości. Malując bądź niszcząc obrazy, stawiałam opór czemuś, z czym inaczej spotkać się nie mogłam. W ten sposób sztuka pomogła mi ujawnić to, co było moją wewnętrzną prawdą.

Lustro pojawia się w mojej pracy symbolicznie. Początkowo ukryte jest w szarości i  pustce obrazów – symbolu martwego, pozornego świata. Potem staje się figurą, początkowo abstrakcyjną, później sylwetą postaci ludzkiej. Figura ta jest kimś podobnym, ale i kimś innym, kimś obcym. Ostatecznie wszystkie te symbole scalone zostają w obszar dużo większy, stając się jednym obrazem ludzkiego wnętrza, życia, drogi.

Tytuł cyklu sformułowałam w oparciu o zdjęcie wyciętej z papieru sylwetki kobiety, zestawionej z kawałkiem zwierciadła. Zdjęcie powstało w trakcie pracy nad rysunkiem na lustrzanym pleksi, na które chciałam przenieść realistycznie oddany wizerunek kobiecy. W pewnym momencie oparłam jej sylwetkę o lustro, na którym rysowałam. Powstały obraz uderzył mnie swoim absurdem z jednej strony, i realizmem – z drugiej. Przedstawiał dziewczynę, która nie odnajduje w odbiciu swej twarzy, lecz „pusty kształt”. Czy lustro pokazało jej papierową tożsamość czy coś innego – nie wiem. Patrząc na zdjęcie, odnalazłam jednak sytuację, w której się znajdowałam. Równocześnie zdałam sobie sprawę, że fotografia ukazuje coś, co widoczne było w moim malarstwie od dawna. W ten sposób sfotografowana scena stała się punktem wyjścia dla formuły tematu opisującej teraźniejszość i zamykającej przeszłość klamrą. Motyw powrotu do wnętrza, ujęty w tytule rozprawy, wskazywał na potrzebę wypowiedzenia siebie i swojej tożsamości w malowanym obrazie.

Droga

Skąd potrzeba destrukcji i wyjścia „poza obraz” w moim malarstwie?

Dlaczego obraz zaczyna przeszkadzać i czy droga, którą wytycza temat, jest przekreśleniem tej, którą szłam do tej pory?

Przez wiele lat malowałam tzw. barwne obrazy, kolorowe płótna. Swoją wrażliwością na formę, na zjawisko, w którym próbowałam odnaleźć „żywe” oblicze otaczającego mnie świata, chciałam odwzajemnić miłość – miłość, jaką żywiłam wobec natury i zwykłej, ludzkiej, ziemskiej rzeczywistości. Jej obraz pociągał mnie i z tego powodu nie sięgałam dalej niż po to, co było w zasięgu mojej ręki czy wzroku. Drugi człowiek, panorama za oknem czy choćby wnętrze pracowni mogło stanowić wystarczającą inspirację do stworzenia obrazu. I choć malowany świat z czasem zmieniał się, coraz bardziej gasł lub stawał się coraz mniej wrażeniowy, a coraz bardziej „wymyślony”, niezmienną moją intencją było zachowanie pewnej prawdy tego, co widzę i czego doświadczam, którą w intuicyjny sposób chciałam zawrzeć w malowanym obrazie.

Gdy życie uderzyło w malowany przeze mnie świat, rozpadł się on na moich oczach. Obudziłam się w mroku, w świecie „bez obrazu”. Straciłam orientację, kim jestem i co widzę. Nierozpoznany dotąd świat pozorów, w którym nieświadomie funkcjonowałam, objawił mi się nagle z całą jego dosadnością.

Karykatura rzeczywistości niczym demon stanęła obok życia, drwiąc sobie z niego. Drwiła też z moich obrazów, które nagle na nowo odkryłam. Przedstawiana na nich postać tak naprawdę była w nich zamknięta. Była jakby malowana i niemalowana zarazem. Chciana i niechciana. Jakby nie-obecna, podzielona. Teraz, w „nowej” rzeczywistości zrozumiałam, dlaczego do tej pory większość swoich obrazów przemalowywałam.

Rzeczywistość snu, „rzeczywistość” obrazu jako nierealnego świata, a jednocześnie przestrzeń alienacji i wyobcowania stała się dla mnie synonimem odgradzającej mnie od życia szklanej tafli lustra, którą zamierzałam rozbić. „Lustro” nie było jedynie moją imaginacją, nie było też odbiciem. Było doświadczeniem obcowania z bezludną przestrzenią, pustą i zimną jak szkło, przestrzenią bezkresną, której granice chciałoby się odnaleźć i przekroczyć. W  przestrzeni tej, niczym w tafli wody, odbijały się jedynie co jakiś czas przypominające maski twarze śpiących ludzi.

Po tym doświadczeniu powrót do dawnego sposobu obrazowania nie był już możliwy. „Mój obraz” rozpadł się. Motyw powrotu, który ujęłam w tytule pracy, wskazywał na potrzebę wypowiedzenia tego, co pozostawało we mnie żywe i prawdziwe, a co dotąd było zakrywane, kamuflowane pod powierzchnią obrazów, które malowałam. Nie byłam jednak pewna, czy przy pomocy malarstwa zdołam wyrazić to, co stanowiło treść mojego życia. Pragnęłam malować życie, lecz nie wiedziałam, jak to zrobić. Czułam, że życie mogę jedynie WYPOWIEDZIEĆ.

Decydując się stworzyć cykl malarstwa, nie miałam żadnej wizji tego, co powstanie. Nie interesowało mnie malarstwo jako rozgrywka formalna, sprowadzona jedynie do estetyki. Towarzyszyło mi także poczucie pewnej analogii dwuwymiarowego, niemego obrazu na płótnie z symboliczną ścianą, zasłoną, której nie chciałam wznosić. Dlatego też stojąc przed płótnem z pędzlem w ręku, miałam potrzebę niszczenia płócien a nie tworzenia ich. I od tego zaczął się twórczy proces.

Z tworzywem malarskim zaczęłam robić to, co w danym momencie chciałam. Zaczęłam malować szaro-błękitne obrazy, które potem cięłam. Obraz stał się dla mnie symbolem, ewoluując stopniowo w formę szerszą i wieloznaczną, przekraczającą ramy pojedynczego dzieła. Malarstwo zaczęło tworzyć moją przestrzeń życiową, w której się poruszałam. W domu-pracowni – miejscu, w którym tworzyłam i mieszkałam przez okres ostatnich dwóch lat – zatarła się granica między życiem a sztuką. Wielu moich działań, będących raczej ekspresją uczuć niż realizacją jakiejś koncepcji, nie mogłabym wytłumaczyć bez odniesienia się do kontekstu, w którym powstawały. Nie ma w nich „lustra”, nie ma figury, ale one same są w jakimś stopniu moim odbiciem i odzwierciedleniem treści, którą nosiłam w sobie.

Gdy w sierpniu 2014 roku stworzyłam na wystawie Getto XXI przywołaną w poprzednim rozdziale instalację „Uwolnienie głosu – uwolnienie głosu”, w pracowni miałam kilkadziesiąt namalowanych obrazów, lecz nadal czułam, że one nie są tym, co chciałam swoją sztuką wyrazić. Prace te, sprowadzone jedynie do siebie samych, wciąż nie stanowiły poszukiwanego przeze mnie ekwiwalentu ludzkiego wnętrza, ludzkiej tożsamości. W kameralnej przestrzeni, jaką zapewniła mi wystawa, stworzyłam interakcję słowa i obrazu, wykorzystując pocięte szaro-błękitne płótna oraz swój głos. Powstał obraz totalny – jedna, spójna opowieść o życiu i człowieku. Realizacja ta stała się momentem przełomowym w podjęciu decyzji o finalizacji dzieła. doktorskiej. Pomogła mi spojrzeć na moją twórczość z dystansu. Zdałam sobie wówczas sprawę, że niezależnie od tego, jakim środkiem wyrazu się posługuję, tworzę malarstwo. Uświadomiłam sobie, że malarstwo jest nieodłączną częścią mnie i mojej życiowej drogi, w której towarzyszy mi przez cały czas, idąc krok w krok za mną, a nawet mnie uprzedzając. Zobaczyłam wówczas, że to ono, jako organiczna całość zintegrowana ze mną, a nie oderwana ode mnie, tworzy obraz tej drogi. W ten sposób, w przestrzeni swojej pracowni, pośród wszystkich nagromadzonych w niej obrazów, odkryłam symbol „wnętrza” – symbol swojej tożsamości. (…)

Wewnątrz obrazu

(…) Gdy formułowałam temat cyklu, ujęta w tytule „Nie-Obecność” oznaczała dla mnie przede wszystkim papierową tożsamość lustrzanego odbicia. Dzisiaj jest ona symbolem tożsamości. Choć jej postać wciąż nie posiada oblicza, staje się podmiotowa. Zaznacza swą cichą obecność pośród obrazów lub pomimo nich. Niczego nie mówi, a jednak jest.

Katarzyna Miller, Łódź, styczeń 2015

 


1 Wystawa zbiorowa Getto XXI, kurator Artur Chrzanowski, Łódź, Monopolis, 24 – 30 sierpnia 2014 roku.

Menu