2012/2018

Kobieta cierpiąca na krwotok, Łk 8, 40-48, Mk 5, 21-34

 

Kobieta cierpiąca na krwotok to kobieta cierpiąca na to, kim jest. Cierpi, bo jest uważana za nieczystą. Sama także uważa siebie za nieczystą. W istocie jest Kobietą Cierpiącą na Krwotok.

 

Krwotok powoduje alienację i samotność, alienacja zaś napędza krwotok. Błędne koło, z którego nie ma wyjścia

Krwotok oznacza tu chorobę  i równocześnie przyczynę choroby.

Kobieta znajduje się w sytuacji przypominającej spłacanie długu, który rośnie wraz z każdą próbą jego spłaty. Kobieta wie, że to jej nieczystość jest przyczyną  jej problemów, wie, że dopiero gdy wyzdrowieje, wszystko się ułoży – doświadczy miłości i bliskości drugiego człowieka. Wyzdrowienie staje się jej życiowym celem.  Im jednak bardziej się stara (im więcej płaci), tym więcej życia traci.

Krew oznacza życie. Kobieta traci życie. Traci je nie tylko w sensie fizycznym. Kobieta traci przede wszystkim prawo do bycia tym, kim jest. Jest przekonana o swojej winie.

„Nie rozumiem, co mi jest…Cierpię i wiem, że to moja wina. Ból też jest moją winą. Nie powinnam go czuć. Za każdym razem, gdy słyszę „otwórz się na łaskę, na miłość”/ [czyt.uzdrowienie], doświadczam lęku i poczucia winy ” – wyznaje kobieta.

Diagnozy lekarzy wzywają do „otwarcia się”. W domyśle jest to otwarcie na innych, na świat, na miłość.. Choć wypowiadane w dobrej intencji, słowa te zawierają domniemanie winy. Kryją w sobie przesłanie „daj a otrzymasz”, „zmień się a dostaniesz to, czego potrzebujesz”. Kobieta nie może jednak niczego dać.  Dając wciąż więcej i więcej, pogrąża się w coraz większym deficycie. Jest całkowicie otwarta, dlatego krwawi. Płaci życiem za życie.jakby spłacała dług. Tymczasem jedyne czego potrzebuje to PRZYJĄĆ *miłość. Kobieta umiera bowiem z braku miłości.

Jezus jest pierwszym, który niczego od niej nie oczekuje. „Jesteś taka, jak być powinnaś. Wszystko jest z tobą w porządku. Idź w pokoju „. Jezus nazywa Kobietę córką, zwraca się do niej po imieniu.

Żeby przyjąć miłość ( cokolwiek to znaczy zawsze wiąże się z akceptacja tego, kim jestem i czego potrzebuję, w przypadku kobiety była to potrzeba bliskości  z drugim człowiekiem ale szerzej zgoda na siebie samą jak się potem okaże) kobieta musi sama dostrzec, że na tę miłość zasługuje. Musi pojąć, że jej potrzeby są w porządku. Samotność nie jest jej powołaniem. Musi przyjąć swoje pragnienia, przestać się za nie obwiniać. To sam Bóg pragnie zaspokoić głód kobiety, pragnie darzyć ją szczęściem. Bóg pragnie kobiety.

Przyjąć miłość to przyjąć siebie. Oznacza to stanięcie w prawdzie ze sobą. Przyjąć prawdę to uznać to, co noszę w sercu „tu i teraz”, dać sobie do tego prawo, nie uciekać przed sobą. Krwotok ( utrata życia) zawsze wynika z negacji prawdy, do której dochodzi nieświadomie, ale zawsze w imię jakiegoś wyższego celu, np. w imię miłości bliźniego, dostosowania się do społeczeństwa, wyjścia z samotności i choroby. Żeby odzyskać, muszę oddać życie.

Bóg oczekuje wewnątrz kobiety, tęskni za nią tak, jak ona tęskni za Nim.

Przyjąć miłość to przestać szukać jej na zewnątrz. Kobieta Cierpiąca na krwotok nie wierzyła w to ( nie wiedziała?), kim jest. Żyła poza swoim prawdziwym „ja”, poza swoim sercem. Nauczyła się tego. Nie brała siebie i tego, co w niej było, na poważnie. Wciąż próbowała to zmienić. Długotrwała samotność doprowadza do wyparcia „ja”, wyparcia pragnień. Były zbyt trudne, zbyt bolesne. Musiała je przyjąć z powrotem, uznać je, uszanować. W niej było wszystko, czego potrzebowała, a na pewno początek miłości, jakiej potrzebowała.

„Córko, twoja wiara cię ocaliła”

Bóg czekał na kobietę. „Moc wyszła z Niego” oznacza, że to kobieta sięgnęła po życie, okazując się gotową na uzdrowienie odzyskała jej w jednej chwili. Uwierzyła w swoje prawo i siebie. Wzięła to, co do niej należało. Jezus nie zrobił nic, tylko był.

***

Krwotok jest autodestrukcją wynikającą błędnej oceny rzeczywistości. Oznacza izolację, zarówno społeczną (brak bliskości z drugim człowiekiem) ale i prędzej czy później negację siebie, niechęć do siebie, poczucie winy.

Krwotok wywołany jest „nieuprawnionym cierpieniem”. Im bardziej chcesz wyzdrowieć dla świata, tym bardziej się pogrążasz.

Kobieta krwawiła, a wszystko dookoła sprawiało,że krwawiła jeszcze bardziej. Zamiast otrzymać pomoc, miała najpierw sobie pomóc, by dostać pomoc. To powodowało, że powoli umierała.

 

Wiara w coś, jest nieprawdą. Fałszywe zwierciadło. Przemoc symboliczna i manipulacja

Człowiek pozostaje pod presją wewnętrznych lub zewnętrznych przesłań w przekonaniu, że wszystko jest w jak największym porządku. Traci siebie po cichu i niepostrzeżenie.

Kobieta cierpiąca na krwotok leczyła się dokładnie z tego, z czego nie powinna była się leczyć. Cierpiała na „dolegliwość”, która oznaczała nią samą. Odrzucała swoją tożsamość myśląc, że to ona jest źródłem zła. Tymczasem problem kobiety był nie w niej, lecz pozostawał na zewnątrz niej.

„Nieczystość” symbolizuje nie tylko chorobę. Oznacza po prostu inność, inność nieprzyjętą. Inność może oznaczać jednak obdarowanie (tożsamość). Pod nieczystością może kryć się coś, co niekoniecznie jest złe, ale bywa niezrozumiałe, co swoją „innością” rodzi dystans, a nawet niepokój. Kobieta cierpiąca na krwotok symbolizuje każdą osobę uznaną za „inną”, osobę wykluczoną ( jawnie lub nie) ze wspólnoty za to, że jest inna, niż pozostali. Oznacza także człowieka, który nie wie, kim jest i którego niewiedza jest jedynym źródłem jego nieszczęścia. Słowa „Otwórz się” są w tym wypadku wezwaniem do przyjęcia siebie.

Historia kobiety cierpiącej na krwotok poucza, że jesteśmy odpowiedzialni za swój los, nawet jeśli jego przyczyna pozostaje daleko poza nami. Kobieta uznając swoją winę, stawała się za nią odpowiedzialna. Można powiedzieć: faktycznie była winna. To przede wszystkim ona sama musiała przejrzeć, by wyzdrowieć. Proces uzdrowienia kobiety był w pierwszej mierze uzdrowieniem jej duszy, nie ciała. To z tego powodu, gdy ustał krwotok, Jezus nie pozwolił kobiecie odejść. Kobieta musiała wyznać Mu całą prawdę – musiała poznać, kim jest. Inaczej pozostałaby nadal w chorobie. Ustałby krwotok ciała, lecz kobieta nadal byłaby mentalnie chora. W jej myśleniu o sobie samej i źródle choroby nie zmieniłoby się absolutnie nic. Prawdopodobnie kobieta zachorowałaby ponownie, gdyż winę za każde nieszczęście swoje lub innych, brałaby na siebie.

Kochać życie ponad życie

Żeby żyć, trzeba zaryzykować wszystko – zgodzić się umrzeć. Tym było zbliżenie się kobiety do Jezusa. Zaryzykowała życiem. I w tej chwili krwotok ustał. Kobieta ocaliła siebie ryzykując życie.

Dać się odnaleźć to zgodzić się z tym, że być może nie zostanę odnaleziony. Nie szukać więcej cudownych lekarstw na siebie. To pogodzić się ze sobą takim, jakim jestem. To w pewnym sensie przeżyć swoją śmierć.

Dać się odnaleźć to pogodzić się z samotnością i przejść przez wielki lęk wynikający z prawdopodobieństwa, że nie zostanę ocalony. Tylko tak mogę odnaleźć prawdziwą miłość, miłość, która po prostu jest i nie każe płacić za siebie. To miłość, która widzi i która uprzedza. To odzyskać wolność i swoją godność.

***

2019

* Effatha, otwórz się jako zaproszenie a nie oskarżenie (Mk 7, 31-37)

Słowa mają wielką moc jednak od tego, jak je usłyszymy zależy, czy mają moc nas zniszczyć, czy zbawić. Czy mają moc ZAMYKAJĄCĄ czy OTWIERAJĄCĄ.

Człowieka nie można uleczyć na siłę, na siłę można go najwyżej zgwałcić lub zabić. Ludzie mieli rację co do choroby kobiety,  a zarazem bardzo się mylili. Kobieta faktycznie pozostawała zamknięta na miłość i musiała się na nią otworzyć. Jednak miłość, której potrzebowała, nie była tą aplikowaną jej przez lekarzy. Kobieta pozostawała odcięta od źródła życia, które było w niej. Dopiero, gdy otworzyła się na siebie – a została do tego ZMUSZONA nieodwołalnym pytaniem Jezusa –  została uzdrowiona. Otworzyła się na prawdę, która była w niej, a nie była „o niej”.

„Otwórz się”, a  nawet „otwórz się na siebie” bywa wezwaniem przyprawiającym o niezłe nerwy, gdyż nie wiadomo, co właściwie ma znaczyć.  Dochodzisz do ściany, co zresztą nie dziwi, gdyż ślepy nie może prowadzić ślepego. Budzisz się nie dlatego, że chcesz, ale dlatego, że miłość, jeśli ją spotkasz, nie pozostawi Ci wyboru. Miłość stawia przed Tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo (Pwt 30, 15-19). Albo będziesz  żył,  albo umrzesz. Albo będziesz tkwił w iluzorycznym świecie, który sam sobie stworzyłeś, albo wstaniesz i przestaniesz siebie oszukiwać. Kobieta cierpiąca na krwotok musiała ocknąć się i przestać  szukać lekarstwa na siebie samą. Musiała opuścić swój „idealny świat”, który nie wiedzieć czemu spychał ją w dół i nie pozwalał oddychać, za to pozwalał czemuś żyć kosztem niej. Obudzić się to wstać i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Swoje, nie innych. Kobieta przestała uciekać przed sobą i zgodziła się na siebie. W ten sposób przyjęła miłość, która na nią czekała. Stała się dla siebie najważniejsza, ważniejsza niż lekarze i lekarstwa, niż miłość ludzi.

Bóg uwalnia człowieka przez nazywanie i przyjęcie prawdy, jaka by nie była. Czeka na to, co człowiek ma Mu do powiedzenia. Nawet jeśli w ludzkim mniemaniu jest to nie na miejscu, jest złe, wręcz bluźniercze, Bóg nie obrazi się. Wie, co myślisz. Poznał Cię zanim sam siebie poznałeś, a teraz chce zostać przez Ciebie poznany. Pozwól Mu na to. Daj Mu to, co posiadasz. To, co nosisz w sercu, jest wszystkim, co posiadasz, jedyną miłością, jaką masz i On chce właśnie jej. Bóg chce Ciebie żywego. Bóg nie chce być „czczony”, pragnie być kochany a więc i dotykany. Dotknij  Boga, a może wtedy On dotknie Ciebie.

 

km

 

*tu warto zastanowić się, co miałaby przyjąć kobieta, której nikt niczego nie oferował.  Co znaczyło „przyjąć miłość”.

 

Menu