Innymi słowy

Gabriel Kołat

Fragment tekstu promotorskiego w związku z przewodem doktorskim Katarzyny Miller

 

Znam początki drogi twórczej, na etapie której artystka znajduje się dzisiaj. Myślę tutaj o czasach studenckich Katarzyny Miller, kiedy to dała się poznać jako osoba pełna energii, skupiona na zdobywaniu zawodowych umiejętności, a obdarzona talentem wzbudzała zainteresowanie i uznanie otoczenia swoimi pracami, co znalazło odzwierciedlenie w nagrodach jakie wtedy otrzymała. Realizacje jakich dokonała jeszcze jako studentka, dotyczyły problemów związanych z działaniami na płaszczyźnie, które rozwiązywała w technikach malarskich i rysunkowych. Taki profil działalności twórczej utrzymywał się jeszcze przez kilka lat po ukończeniu studiów. Nadszedł jednak moment kiedy płaszczyznowe rozwiązania stały się jednym z elementów budowy dzieła.

 O swoim ostatnim cyklu obrazów artystka napisała w dysertacji doktorskiej Nie – Obecność. Lustro jako zwierciadło i pozór rzeczywistości. Powrót do wnętrza : „obraz funkcjonuje tu  w instalacji jako forma performatywna i zmienna, wyznaczona kontekstem, w którym powstała. Dzieło stanowi meta-realizację.”. Zasygnalizowane przemiany, może radykalne, nastąpiły w efekcie długotrwałego procesu twórczego podsycanego działaniem intuicyjnym. W swojej najnowszej twórczości artystka odnosi się do osobistych, bardzo mocnych przeżyć ugruntowujących poczucie tożsamości twórczej autorki i stojących niejako w opozycji ze światem zewnętrznym kształtującym odbicie tożsamości. Stąd  „lustro” w malarstwie Katarzyny Miller  ma bardzo oryginalne i jednocześnie osobiste znaczenie. Proces twórczy, rozciągnięty w czasie, który owładnął autorkę jest  dziś wyrazem silnych emocji i uczuć.  Wielokrotnie rozmawiałem z Katarzyną Miller i nie wątpię w szczerość jej wypowiedzi twórczej. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie rozmowa, jaką odbyliśmy w otoczeniu obrazów znajdujących się w pracowni artystki. Obrazy te były jednocześnie autonomicznymi dziełami sztuki jak i elementami środków wyrazu stanowiących budulec czy swoistą aranżację przestrzeni pomieszczenia pracowni, która ukazała się jako monumentalna instalacja zawierająca zaklęte, ogromne obszary intymności. Stałem się obserwatorem, odbiorcą dzieła ale też narzędziem, środkiem wyrazu. Mogłem ingerować w układ elementów rozmieszczonych w zastanej konfiguracji, co zresztą robiłem, a mimo to moje działania nie wpłynęły w najmniejszym stopniu na zmianę charakteru dzieła, tu pracowni czy osobistego przekazu nadawcy.

Mimo dużego bagażu intelektualnego i umiejętności znalezienia odpowiedniego dystansu do swojej twórczości Katarzyna Miller będąc na swojej drodze twórczych przemian kieruje się czystymi emocjami i intuicją. Jednak te efekty jej intymnych działań malarskich zrywających z ramami obrazu (dosłownie i w przenośni) potrafi w przekonujący sposób nazwać. Zwerbalizowanie zjawisk obrazowania, kreowania itp. wymaga dużej umiejętności  translacji. Stworzenie języka uniwersalnego przekazu, którego z założenia stworzyć się nie da, wymaga dużego ładunku desperacji i odwagi. Determinacja z jaką Katarzyna Miller próbuje nazwać granicę pomiędzy i tym, co prawdziwe i tym, co jest pozorne, jest ujmująca i potwierdza potrzebę osadzenia swojej tożsamości  w swoich dziełach. Pasja tworzenia jest lub raczej może być dowodem na siłę przetrwania lub instynkt samozachowawczy artysty. Pasja, która jest związana z ogromnym wysiłkiem i zmęczeniem organizmu, którego twórca jednak nie czuje… jest to rodzaj swoistego obłędu. Odpoczynek czy intelektualny dystans pojawia się po zakończeniu działań twórczych.

 Najnowsze malarstwo Katarzyny Miller charakteryzuje bogactwo środków wyrazu przy zawężonej choć  jednocześnie bardzo wyrafinowanej gamie kolorystycznej. Katarzyna Miller zamalowuje płótna w taki sposób, aby uzyskany efekt płaszczyzny miał orientację temperaturową i kolorystyczną, stosuje szablony sylwet antropomorficznych, zróżnicowane formaty płócien, graficzne i uproszczone, sprowadzone do znaku malarskiego, aluzyjnie przedstawiane postaci, akcenty kolorystyczne przerywające dość mroczne choć wyrafinowane w pięknych szarościach tło. Szablony, porzucone pędzle, pochlapana farbami niemal  pollock’owska podłoga, puszki po farbie, leżące na podłodze obrazy i szablony, podarte papiery, pocięte i jakby poniszczone obrazy  (działania destrukcyjne), tektury itp., to jednak są artefakty prywatnej  przestrzeni Katarzyny Miller, ODMIENNEJ  przestrzeni, z której przenosi się, by znów znaleźć w otoczeniu czy w towarzystwie innych wartości, jednak  ciągle adekwatnych do drogi intuicyjnych dokonań, ciągle budujących  tożsamość twórczą Katarzyny Miller. Taki rodzaj pielęgnacji tożsamości  w szerokim znaczeniu tego słowa, kiedy malowanie obrazów, tworzenie w pomieszczeniu, w pracowni, która jest jednocześnie miejscem ŚWIĄTYNI TWORZENIA… jest dla twórcy komfortem, rajem i  przekleństwem  zarazem.  Dotyka artystów, którzy przeszli wspaniałą drogę budowania swojej  osobowości i znaleźli się na granicy totalnego zaangażowania w proces  twórczy z sąsiadującym intelektualnym obiektywizmem czy pełną  świadomością zaistniałej sytuacji.(…)”

Łódź dn.15.01.2015 r.